Bo rower to jest świat…

„Bo rower to jest świat” …tak kiedyś śpiewał Lech Janerka i zawsze ta piosenka wydawała mi się jakaś taka trochę podejrzana. No bo po co to się męczyć… i to jeszcze „w obcisłym” 😉 Jakieś półtora roku temu, po raz pierwszy wsiadłem na rower hybrydowy i… zrozumiałem o co z tym „światem” chodzi. Ja – człowiek który przez 20 lat wiódł życie osiadłe i niemal całkowicie pozbawione ruchu, uznałem – chcę to! Mogę jeździć! Ten potwór na dwóch kółkach nie chce mnie zabić! O wow! No i się zaczęło… zakup hybrydy od Krossa, cały rok 2020 i kolejne przejechane kilometry (których zrobiłem w tamtym roku 3600), stopniowo polepszająca się kondycja. Nie, nie – dalej nie jest dobrze, ale jest znacznie lepiej niż przed rokiem… I jeszcze coś… chciałem sprawdzić czy jestem w stanie zmotywować się do jeżdżenia codziennie (albo prawie codziennie) i… jestem. Weszło w nawyk. Tylko dlatego, że na początku nie było tak strasznie trudno. Było przyjemnie. Wysiłek mogłem sobie dozować, mogłem odwiedzać miejsca do których nie chciałoby mi się dojść, a dojechać samochodem/ motocyklem nie można. Rower to jest świat proszę Państwa. I jeszcze jedno dla tych którzy uważają, że hybryda to nie rower i że co to tak takie jeżdżenie: kup hybrydę, jeździj codziennie przez rok, zrób kilka tysięcy kilometrów – to pogadamy. A potem możemy jeździć razem. Uważam, że każdy sposób na zachęcenie / zmotywowanie ludzi do ruchu jest dobry – w przypadku hybrydy – chyba prawie idealny. I jeszcze jedno – dlaczego używam określenia rower hybrydowy, a nie elektryczny? Ano dlatego, że hybryda sama nie pojedzie – trzeba pedałować (od pewnej prędkości nie ma zupełnie wspomagania i trzeba pedałować w 100%), można sobie dozować stopień wspomagania. Hybryda nie ma guzika, który powoduje, że rower „jedzie sam”.

Na koniec tego przydługiego wywodu, kilka fotek (z milionów, którymi spamowałem znajomych na facebooku 😉 )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *